Jeszcze muszę dorzucić parę słów na temat. Moje rozczarowanie rośnie – Explorer nadal wyprawia jakieś dziwactwa z interpretacją wielkości czcionek, nadal są większe niż w Firefoksie i Operze. A powiększanie tekstu – czysta rozpacz, nie powiększa tekstu – nadal, jeśli mamy wielkość tekstu ustawioną w pikselach, nie ma szans na powiększenie go. Ma, co prawda narzędzie zoom, podobnie jak Opera, ale to też działa “jak cię mogę”. Jeśli ktoś korzysta z FIR-a (lub którejś z jego ulepszonych wersji), to powiększenie wywleka ukryty tekst na plan pierwszy (co ciekawe, ten tekst zniknie, gdy przescrollujemy stronę w dół i wrócimy do tego samego miejsca, pojawi się znowu, jeśli najedziemy na jakikolwiek link na stronie). Oczywiście nadal ma w głębokim poważaniu element abbr albo własność list-style-type. I sprawdzam pobieżnie, bez metodycznego przeglądania Misiowych Explorysiowych grzechów i grzeszków, bo nie mam na to za dużo czasu. No to czekamy na wersję 7.1…
W końcu nie wytrzymałem i zainstalowałem sobie to pięć lat wyczekiwane cacko. Tak naprawdę musiałem najpierw skończyć nową wersję mojej strony głównej i sprawdzić, czy się nie sypie na wszystkie strony pod szóstką. Potem koniecznie musiałem sobie załatwić standalone version przeglądarki MSIE6. Jeszcze tylko poczekałem na dwójkę Firefoksa (o tym w następnym poście) i byłem gotowy. Hu!
Instalowała się z pół godziny, co nie bardzo mi się podobało (Opera i FF instalują się w pięć minut), bo to znaczyło, że ta cholera zmienia coś w systemia, czyli znowu bije poniżej pasa i wiąże przglądarkę z jądrem. Minus jeden punkt.
Zerknąłem na połączenie z siecią, żeby sprawdzić ile toto ściąga w czasie instalacji. Następna niespodzianka: MSIE7 wysłała w sieć trzy razy więcej niż ściągnęła. Taa… Minus dwa punkty.
A potem ją wystrzeliłem. I zostałem pozytywnie zaskoczony – interfejs całkiem sympatyczny, co wiecej, tak mniej więcej wyglądał MSIE6, kiedy go ostatni raz używałem. Pasek wyszukiwania z dwoma czy trzema ikonami. Może ktoś mi gdzieś na jakimś lotnisku zerknął przez ramię czy cuś. Za wygląd dam plusa, bo mi się podoba ten minimalizm.
Pstryknąłem Ctrl+Tab, żeby zobaczyć jak tam jego tabbed browsing – aż się prawie wzruszyłem. Pokazała sie strona about:tab, która chciała mnie nauczyć, co to są taby (karty, panele, zakladki itepe). Mnie, który używam tabów uod przed wojny! Nie no, oni tam w Redmond po prostu te pięć lat przespali!
Po czym przystąpiłem do testowania prawdziwego. Najpierw parę znanych stron, gdzie MSIE kaprysił. Spokojnie, nie kaprysi. Już zacząłem cieszyć się, że nadeszła nowa era, że MSIE dołączył do grona nowoczesnych przeglądarek. Ale jeszcze mnie coś podkusiło. A sprawdzę mój nowy layout.
Mój nowy layout różni się od starych tym, że nie jest wyśrodkowany, wszystko ładnie zaczyna się od lewej strony. Ale z przyzwyczajenia ustawiam text-align: center w body, żeby właśnie wszelkie teksty lokowały się na środku, chyba że ustawię inaczej. Załadowałem stronę do Misia Explorysia. I cóż za niespodzianka! Strona się wyśrodkowała! No co za hijo de puta! Nie usunęli tego błędu!
Cóż było robić, po prostu zmieniłem mój warunkowy komentarz z <!–[if lte IE 6> na <!--[if lte IE 7]>, uaktywniłem stary arkusz z hackami i działa! Czyli wszystko po staremu. Minus dziesięć punktów!
Pamięci też lubi sobie podjeść – pięć zakładek otwartych – i już 90 mebagajtów połknęła jak pies muchę.
Jeszcze o wrażeniu ogólnym – w porównaniu do MSIE6 to na pewno skok ogromny, ale w porównaniu do Opery 9 i Firefoksa 2 wypada po prostu jak uboga krewna. To nie jest ten rozmach, jaki miały MSIE3, MSIE4, MSIE5 i MSIE6 w swoich czasach. Ot góra urodziła mysz.
Codziennie wypijam ze dwa litry tereré. Piję ją w pracy, piję ją w domu, piję na okrągło (jeszcze trochę a będę jak prawdziwy Paragwajczyk nosił termos na ulicy). Mam już dwa termosy, dwa kubki i dwie bombille. Piję zwykłą, piję tereré z miętą, piję tereré z innymi ziołami, których nazw nawet nie jestem w stanie zapamiętać. Tereré daje mi witaminy, minerały, oczyszcza mnie i delikatnie pobudza.
Jak dawni Mongołowie odmierzali odległość czajnikami wypitej w podróży herbaty, tak ja mogę mierzyć czas termosami wypitej tereré. W pracy stukam w kawiaturę i pociągam kilka łyków tereré na przemian, uzupełniam wodę w termosie, dosypuję nowej mate do kubka. Dzień pracy zaczynam od napełnienia termosa, kończę myciem termosa i drewnianego kubka. Pierwsza czynność w do po powrocie z pracy – napełnienie drugiego termosa zimną wodą z lodówki i nasypanie świeżej porcji mate. I tak przez cały tydzień.
Gdzieś za miesiąc, kiedy zima zacznie się na poważnie, będę robił to samo, tylko na ciepło. Guaranizacja mojej osoby postępuje sobie bez przeszkód.
W polskiej polityce wiosna nieradosna czegoś. Jak niegdyś Wałęsa własnoręcznie rozniósł na strzępy resztki szacunku, jakie do niego miałem, tak teraz bracia Kaczyńscy wywołują we mnie już tylko litość i zażenowanie. W polskiej polityce nastał czas wiochy. Po prostu autentycznej, chamskiej, szarej wiochy z siną, zapuchniętą gębą i powyłamywanymi zębami… Wcześniej, kiedy były czasy złodzieja o tłustych łapkach i czerwonym karku, myślałem, że gorzej być nie może. A tu proszę, nie doceniłem.
Dlatego chciałbym może popisać o polityce w Paragwaju. O polityce na prowincji, w dobrym i złym znaczeniu tego słowa. Jednak nie będę się jeszcze wgłębiał w niuanse tutejszego ustroju i starał się o osąd tego, co się tutaj wyprawia. Za krótko tu mieszkam, za krótko czytam gazety, za mało rozmawiam z ludźmi. Nawet na manifestację nie miałem czasu iść.
Ale pewien jestem jednego – Paragwaj i jego klasa polityczna warci są uwagi Polaków. I to szczególnej. Dlaczego? Bo to, co się tutaj odbywa, powinno być ostrzeżeniem. Kiedyś hrabia de Mirabeu napisał, po swej tajnej podróży po Prusach Fryderyka Wielkiego, że to nie państwo, które posiada armię, tylko armia, która posiada państwo. Podobnie jest w Paragwaju, to nie państwo, które ma polityków, tylko politycy którzy posiadają państwo. Na własność. Paragwaj należy do nich w całości, z ziemią, zasobami, przemysłem, miastami, wsiami i mieszkańcami. Jest tutaj owszem , parlament, partie polityczne, sądy i trybunały. Ale wszystko jest własnością jednej partii, która manipuluje tym wszystkim jak jej się podoba. Partia, która kpi sobie z opinii publicznej, prawa, konstytucji. Nie musi się o nic troszczyć, przecież to wszystko należy do niej.
I to jest właśnie przestroga – jeśli te wszystkie eseldowskie mendrale i pisowskie przygłupy zreazlizują swój Wielki Plan, w Polsce będziemy mieli to samo. Wszyscy Polacy będą żyć na łasce i niełasce doraźnego celu aktualnej władzy. A w gazety będą opowiadać historie bezkarności.
Zabrałem się trochę za porządki w WordPressie. Zrobiłem mu updejt i bakap. Dodałem troszkę pluginów: przede wszystkim administracyjnych. Wreszcie część administracyjna wygląda jak człowiek, a nawet ma fajne menu. Ściągnąłem sobie też kilka nowych tematów wyglądu, ale póki co, nie będę nic zmieniał, bo troszkę się namęczyłem w dostosowaniu teraźniejszego. No cóż trzeba będzie niedługo jakoś się gdzieś ujawnić. Może wywołać jakiś skandal? Kogoś oskarżyć o plagiat? Jakiś flejm z którąś sieciowych świętych krów? E tam…
Zresztą nie pali mi się, i nie mam też za bardzo czasu na czytanie komentarzy.