Jeszcze o zimnej mate

Muszę się jednak sprostować, bo mnie naprostowano lekko. Mate na zimno to zimna mate i koniec. Tereré to zimna mate z dodatkiem różnych ziół. Zioła oczywiście mają działanie lecznicze, przeciw komarom, wspomagają potencję (ma się rozumieć, w końcu to America Latina ¡por diablos!), oczyszczają krew, działają moczopędnie i tak dalej.
Zioła takie sprzedają na ulicy, mnóstwo zielska powiązane w pęczki. Kilka razy pytałem, jak się to nazywa i na co to jest, ale jakoś nie mam wyrobienia do pamięci ostatnio, więc nic nie pamiętam.
Tak więc skoro są zioła, należy je przetworzyć, dlatego potrzebny jest moździerz, w którym się owe zioła miętoli i zalewa wodą. Woda wychodzi jakaś taka zielonkawa.
I dopiero potem zalewa się tą woda yerbę mate. Smak ma to taki sobie, to znaczy, jak kto lubi, osobiście wolę hardkorowo czystą tereré.
W zeszłym roku zauważyłem, że niektóre marki, szczególnie Selecta, wypuściły mate mieszaną z ziołami, na przykład o smaku miętowym, eukaliptusowym i tym podobne. Czasami zdarza mi się pić nawet miętową i na krótką metę jest znakomita. Ale pić taką z w ilościach dwóch litrów dziennie, to raczej nie.

This entry was posted on Friday, January 26th, 2007 at @112 and is filed under Mate | . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply